piątek, 20 listopada 2015
Rozdział 1
Idę między szkolnymi szafkami i zerkam na kayle. Moją najlepszą ,,przyjaciółkę". Przy każdej większej aferze zwiewa.
- Dzwoniłaś po imprezie do Heatha?
- Był tak narąbany że myślał że dzwonię z agencji reklamowej.- odpowiadam rozdrażniona. Ten człowiek jest chyba uzależniony od alkoholu. Wzdycham pakując książki od geografii do szafki i zatrzaskuję cienkie blaszane drzwiczki.
- A no taak...- odpowiada zmieszana. Sama tak się upiła że chciała spać pod płotem. Nagle pojawia się przede mną... O nie tylko nie ON. To niemożliwe. Jednak nie, patrzy na mnie i idzie w moją stronę. Biła od niego moc i potęga. To Tracer. Kayla zaczyna coś gadać o ściądze ale jej nie słucham. Mam wrażenie że w szkolnym korytarzu jesteśmy tylko on i ja. Podchodź do mnie i kładzie zimną dłoń na moim czole. Czuje piekący ból. Nie wiem kiedy zniknął. Nagle trajkotanie Kayli ustaje i patrzy na mnie przerażona.
-Redbrid ty...- jej oczy są ogromne jak spodki do filiżanek. Nie daje jej dokończyć i wybiegam na szkolny parking. Wbiegam do toalet przylegających do szkolnego muru i szybko zamykam się w kabinie. Wyjmuje z torebki lusterko i wystraszona patrzę w odbicie. Na czole widnieje księżyc. Szybko zakrywam znak włosami i biorę głęboki oddech. Nikt nie może go zobaczyć. Opanowując się wychodzę i próbuję spokojnie iść do mojego auta. Otwieram drzwi i wsiadam do środka. Na szczęście odpala bez problemu. Podróż do domu trwa chwilę choć nigdy mi się nie dłużyła. Kiedy John zobaczy ten znak wezwie ten cholerny zakon. Nieźle się wpakowałam. Dojeżdżam do domu i idę przez trawnik do drzwi. Zaczyna mnie boleć głowa, a słońce grzeje mocniej niż zazwyczaj. Jest więc piekące. Wchodzę do domu i widzę mamę w salonie przed telewizorem.
- Mamo- mówię przez ściśnięte gardło.
-Co?- odpowiada tak jak zwykle. Nawet na mnie nie spojrzała.
- Mamo... - Nie mogę się wypowiedzieć. Po prostu nie mogę. Nie potrafię powiedzieć tych paru słów.Ale wtedy matka odwraca wzrok i dostrzega znak na moim czole. Otwiera usta żeby coś powiedzieć ale wtedy do domu wchodź John. Nienawidzę go od zawsze. Dostrzega obraz sytuacji i mówi tak jakby nic się nie stało.
- W końcu to się musiało zdarzyć. Jesteś tak samolubna i chciwa że bóg musiał tak począć.-Byłam tak wściekła że krzyknęłam to, czego nie mogłam wymówić.
- Stanę się wampirem! Czy wy tego nie rozumiecie?! Muszę jechać do domu nocy! Inaczej, inaczej... Umrę!
- Co to to nie!- stanowczo odpowiada John i puszy się jak paw. Nasz zakon temu zaradzi, nie pójdziesz do tych szatanów! Masz zostać tu! Inaczej sąsiedzi będą ga...- Nie słyszę reszty bo wybiegam z salonu i zamykam się na klucz w swoim pokoju. Wyciągam z pod łóżka torbę i zaczynam pakować rzeczy ze złością. Ciekawe czy wampiry chodzą ubrane na czarno? Zakładam kurtkę i buty i otwieram okno. Na szczęście mam pokój na pierwszym piętrze. Zakładam kapelusz bo głowa boli mnie jak nigdy przedtem
Muszę iść do babci. Ona mi pomoże.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)